CO ZOBACZYĆ W BIRMIE?

Wybierasz się do Azji Płd-Wsch i wciąż nie wiesz jaki kraj wybrać? A może tak jak my, chcesz rzucić wszystko i wyjechać w długą podróż? Jednym z krajów, który odwiedziliśmy bliżej końca naszego siedmiomiesięcznego wypadu była właśnie Birma. Ten nieco pominięty na turystycznym szlaku kraj to prawdziwa perełka, którą polecamy każdemu. Poniżej przedstawiamy naszą obiektywno – subiektywną listę, czyli co zobaczyć w Birmie. Przed Państwem… Birma na własną rękę!

P1160136

BAGAN

Co zobaczyć w Birmie jeśli właśnie nie Bagan? Kojarzycie popularne fotografie, na których rozciągają się birmańskie pagody w Bagan a nad nimi latają wielkie balony (wiem o czym myślisz, zboczuszku)? Nawet jak nie kojarzycie, to na pewno po wpisaniu Birma, to będzie pierwszy obrazek, który się pojawi. To zdecydowanie najbardziej znany element Birmy, ale niech Was to nie zniechęca. Byliśmy w tym kraju na przełomie lipca i sierpnia i  nigdzie nie było tłumów. Pagody w Bagan póki co nie stały się ofiarą własnej popularności i śmiało można tu przyjeżdżać bez obaw o zadeptanie przez innych plecakarzy. Zalecamy jednak, aby na Bagan poświęcić kilka dni. Ogrom świątyń i teren, na którym się znajdują przyprawia o zawrót głowy, więc lepiej zrobić to na spokojnie. Świątynie zalecamy zwiedzać na elektrycznym skuterze, co jest zdecydowanie najtańszą i najbardziej niezależną opcją. Nie dajcie się również naciągnąć na naganiaczy, którzy będą chcieli Wam pokazać „best sunset i sunrise”. Na pewno dacie radę sami znaleźć takie miejsce.

BIEDA TIP: za sam wjazd do Bagan obowiązuję opłata – 25 tysięcy kyatów od osoby (~65 zł). Jeśli wjedziecie do Bagan lokalnym busikiem, to unikniecie tej opłaty.

P1140334DJI_0030P1130830P1140056P1140253DJI_0114

NGAPALI BEACH

Zapewne nikt nie kojarzy Birmy z rajskimi plażami. Jeśli zadajesz sobie pytanie co zobaczyć w Birmie, to może warto trochę tam trochę przyczillować na plaży? Trafiliśmy do tego miejsce ponieważ red. Górski miał w tym czasie urodziny i zażądał pod groźbą awantury, spędzenia tych urodzin właśnie na rajskiej plaży. Jak wieść gminna niesie, Ngapali to najpopularniejszy kurort nad birmańską częścią Zatoki Bengalskiej. Z tego też powodu jest to najdroższa opcja spędzenia czasu w Birmie. Naprawdę ciężko znaleźć tam nocleg poniżej 50-60 zł. Sami byliśmy tam zupełnie poza sezonem i większość miejsc była pozamykana. Nic więc dziwnego, bo przez 3 dni pobytu cały czas lał deszcz i kąpieli słonecznych nic nie wyszło. Od maja do października raczej odradzamy jechać do Ngapali, bo prawdopodobnie spotka Was to co nas – permanentny deszcz i ani grama słońca. Ale rajski klimat trochę czuć. Redaktor Górski zarzeka się, że wrócimy tam w sezonie 😀

IMG_4970

MANDALAJ I OKOLICE

Co zobaczyć w Birmie? Pewnie zaraz po Bagan najpopularniejszą odpowiedzią będzie Mandalaj. Samo Mandalaj jest chyba najpopularniejszym miastem zaraz po dawnej stolicy – Yangonie. O ile w samym Mandalaj nic nas nie porwało (oprócz możliwości wypożyczenia motocykla – o czym pisaliśmy tutaj), to okolice skrywają srogie perełki, czyli:

WODOSPAD DEE DOTE

Birma na własną rękę? Wodospad Dee Dote – to miejsce zajmuje podium na liście birmańskich miejsc do zobaczenia. Gdybym mógł, to zamieszkałbym nad tym wodospadem. Oddalony o ok. 50 km od Mandalaj wodospad Dee Dote, to jedno z piękniejszych miejsc jakie dane nam było zobaczyć w podróży. Takiego intensywnego turkusu jak tam, nie widziałem w żadnej wodzie. Zupełny raj na Ziemi i do tego mało oblegany. W pewnym momencie byliśmy tam zupełnie sami. Na dole wodospadu mieści się darmowy parking i bary z żarełkiem (nie wiemy czy dobrym), a sam wodospad jest położony 10 minut piechotą od tegoż parkingu. Przy samym wodospadzie jest również mały bar. Miejsce jest raczej popularne wśród lokalnych. Nie widzieliśmy tam nikogo „zachodniego”. Weźcie jakieś lepsze buty, bo wejście nie jest jakieś wymagające, ale lepiej mieć coś stabilniejszego niż klapki. Redakcja poleca mieć na takie okazje buty do wody.

DJI_0182P1140671

HSINBYUME PAGODA

Bliżej od Mandalaj mieści się również ciekawa świątynia. Nie jesteśmy wielkimi fanami sakralnych miejsc, jednak ta wygląda naprawdę zjawiskowo. Redaktor Górski od razu wiedział, że będzie to jeden z numerów jeden na jego liście do zobaczenia podczas pobytu w Birmie na własną rękę. Hsinbyume Pagoda mieści się jakieś 30 minut od centrum Mandalaj, w miejscowości Mingun. Można się tam dostać promem, który kursuje raz dziennie, lub tak jak my – wynajętym motocyklem.

BIEDA TIP – wejście na teren świątyni kosztuje ok. 4$ jednak dla chcącego nic trudnego – podpowiadamy, że da się obejść tę opłatę zbaczając z drogi już przy pierwszej świątyni o nazwie Mingun Paya (wielka, kwadratowa), wchodząc od tyłu tej wielkiej świątyni.

P1140758

PYAY OO LWIN

Położona wysoko w górach miejscowość, była dawniej najsłynniejszym kurortem dla ówczesnych, brytyjskich kolonizatorów. Aktualnie nie ma tam już tak okazałych, kolonialnych willi. Jest jednak górskie, czyste powietrze, którego brak w położonym niedaleko Mandalaj. Są również trasy do trekkingu, winnice oraz pola z owocami, które znamy z Polski – np. truskawki. Można się tam również napić lokalnego wina z truskawek właśnie. Nie polecamy jednak, bo jest słodsze niż cukier.

DJI_0398P1150470

INLE LAKE

Kiedy wciąż zadajemy sobie pytanie co zobaczyć w Birmie, to zaraz po Bagan i Mandalaj powinno pojawić się inne miejsce – Jezioro Inle. Inle można nazwać domem dla sporej części Birmańczyków, bo jest to drugie, największe jezioro w tym kraju. Głównym elementem pobytu w tym miejscu jest oczywiście wycieczka po jeziorze. Mamy okazję podczas śmigania po jeziorze zobaczyć jak wygląda codzienne życie nadjeziornych Birmańczyków. Możemy zobaczyć jak mieszkają, przemieszczają się, odpływają swoje dzieci do szkoły, czy tak śmiesznie łowią ryby (podobno z tym śmiesznym łowieniem ryb, to już szopka dla turystów). Oprócz samej wycieczki polecamy również pojeździć po okolicy by bliżej przyjrzeć się temu jak wygląda życie przy jeziorze. Wydaje się to być chwilami bardziej autentyczne niż sama wycieczka po jeziorze. Koniecznie dajcie znać swojemu bosmanowi na łódce, żeby nie woził Was po jakichś sklepach z pamiątkami. Cena za rejs łódką to 15000 kyatów (~40 zł) za dwie osoby.

BIEDA TIP: za sam wjazd do terenu przylegającego do Jeziora Inle trzeba zapłacić, bagatela, 10$ od osoby. Jadąc przez Birmę na własną rękę (np. motocyklem) możemy uniknąć tej opłaty.

P1160004

View this post on Instagram

Czego można się dowiedzieć będąc w Birmie? My na przykład dowiedzieliśmy się, że istnieje w Polsce coś takiego, jak Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych, która sobie co jakiś czas ustala, czy na Birmę mówić Birma czy może jednak mówić Republika Związku Mjanmy. My tak trochę na przekór standardom, mówiliśmy Burma. Niezłe z nas buntowniki, nie? Oprócz takich nazewniczych zawiłości, mamy jeszcze w Birmie rybaków pełnych umiejętności. Rybacy tacy, umieją stać sobie na łódce i to na jednej nodze, a drugą nogą trzymają wiosło i do tego wiosłują. Ręce mają przez to wolne i mogą zręcznie łowić, co tam się w tym jeziorze Inle nawinie. Sama sztuka, podobno już nie jest taka praktyczna jak kiedyś i chodzą słuchy, że to całe łowienie, to jedna wielka szopka dla turystów i plecakarzy. 🤷🏻‍♀️ PS. Jeśli nie wiecie, co się stało z twarzą Pana, to zapytajcie @panasonic_is_now Fotka wykonana ostatnim tchnieniem naszego Lumixa, następne kilka miesięcy w podróży jeździliśmy po Panasoniku jak po burej suce. Na szczęście parę dni temu odebraliśmy aparat i wymienili nam obiektyw na zupełnie nowy, więc jednak nie są tacy źli. A Wy, #PodróżniczeŚwiry, czym cykacie fotki? . #podrozodbyta #warszawa #gdańsk #poznań #wrocław #tajlandia #wietnam #laos #kambodża #oman #podrozniczeswiry #podróż #podróże #blogpodrozniczy #birma #inle #inlelake #myanmar #mjanma #lumix #pirackiraj #frupl #traveluje #fly4freepl

A post shared by Podróż Odbyta (@podrozodbyta) on

NIEBIESKIE OCZKO W YWAR NGAN

To miejsce sprzedał nam Zach – gość, od którego wypożyczaliśmy motocykl. Znajduje się ok. 130 km na południe od Mandalaj. Nie było nam aż tak łatwo tam dotrzeć, jednak jak się potem okazało, spędziliśmy tam niemal cały dzień. Jeśli nie wiesz jak bardzo niebieska i jednocześnie przejrzysta może być woda, to tam można się o tym przekonać. Co mnie najbardziej rozczarowało – w oczku niestety nie można się kąpać (choć z moim redakcyjnych ustaleń, że kiedyś była taka możliwość). Jeśli jednak planujesz pobierać kąpiele chłodzące, to zaraz obok znajduje się całkiem przyzwoity wodospad, z taką opcją w pakiecie. Błądząc w poszukiwaniu tegoż wodospadu natknęliśmy się również na spore tereny pól ryżowych, gdzie spędziliśmy chyba z godzinę na lataniu dronem 😀 Miejsce znane przede wszystkim wśród lokalnych. Raczej nie uświadczysz tam „białasa”. Dlatego też przesiedzieliśmy jakieś 2h na „targu” dla birmańskich turystów, gdzie obżeraliśmy się smażonymi trójkącikami maczanymi w tak dobrym sosie, jakiego nigdy nie żarłem. Jak dotrzecie na ten targ, to bierzcie smażone kwadraciki z takim żółtym sosem. Nie wiem co to było, ale ten sos, to nie było jedzenie, to już sztuka. Podsumowując ten punkt, to już nie wiem,  czy wpisałem to miejsce, bo ładne oczko, czy pyszny sosik 😀

Około 20 km od tego miejsca mieści się jeden guesthouse i polecamy się tam zatrzymać, bo dalej w okolicy nie ma zbytnio miejsc do spania. Sami się zasiedzieliśmy przy tym oczku, czego mało nie przypłaciliśmy życiem, wracając stamtąd do Mandalaj – więcej o poślizgu w przepaść tutaj.

P1160230P1160108

BIRMAŃSKIE POCIĄGI

Tym razem kolej na fanów kolei. Jeśli nie wiesz co zobaczyć w Birmie, a męczą Cię świątynie i wodospady, to najlepiej wsiąść do pociągu byle jakiego, ale koniecznie birmańskiego! Sami mieliśmy okazję jechać na trasie z Bagan do Mandalaj (na siedząco) i z Mandalaj do Yangonu (dwuosobową kuszetką) i mimo naszej moturowej sympatii, polecamy ten środek transportu. Jest najtańszy i zdecydowanie najwolniejszy, ale wrażenia i widoki niezapomniane. Polecamy zwłaszcza przejazd w kuszetce na trasie Mandalaj – Yangon. Bilet kosztuje 13000 kyatów za osobę (~ 30 zł), ale w cenie dostaliśmy dwuosobową kuszetkę i dwie butelki wody. Dodatkowo mamy w pakiecie obsługę kelnerską (serio), która przynosi nam jedzenie i picie o umówionej przez nas godzinie 😀 Szczerze polecamy opcję kuszetkową!

Wyjeżdżając z Birmy obiecaliśmy sobie, że wrócimy tutaj tak szybko jak tylko możliwe. Jesteśmy na siebie mocno źli, że na przejechanie tego pięknego kraju motorem, mieliśmy tylko tydzień, bo ta forma podróżowania daje nam pełną niezależność i pozwala zobaczyć to, czego się nie spodziewamy i trafiać do miejsc, o których nawet nie wiedzieliśmy. Mam nadzieję, że na pytanie co zobaczyć w Birmie udało Ci się znaleźć tutaj odpowiedź, a jak nie to z fartem! Możesz wpaść też do Pojechanej, która też tam była i całkiem fajnie pisze, więc pewnie jej artykuł o Birmie też jest spoko. Podrzucamy go TUTAJ.

Podróżniczy Świrze, (2)

View this post on Instagram

CYCKI Wspólnie z innymi Podróżniczymi Świrami przeprowadziliśmy ostatnio wiele zażartych dyskusji na temat tego, jakie zdjęcia zgarniają największy instagramowy fejm. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że kluczem do sukcesu są cycki. Do tej pory nie mieliśmy okazji przetestować patentu, ale dzisiaj red. Podsiadły postanowił przetrzeć szlaki, i tak oto jest, Proszę Państwa, cały na biało (bo coś się nie może opalić). Damy znać, czy zmalał, czy urus. A Wam, #PodróżniczeŚwiry, podobamy się tacy bardziej #instaglamour, czy raczej wolicie ujęcia mniej wyemancypowane? #podrozodbyta #blogpodrozniczy #laos #thakhaekloop #blogpodróżniczy #prostozpodrozy #beztroskiewakacje

A post shared by Podróż Odbyta (@podrozodbyta) on

Zobacz też:

BIRMA NA MOTORZE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s